...od lat ooh yeee!!!...
wszytsko jest na swoim miejscu. praca posilek i sen. czas na wszystko wszystkich i wszystkiemu sie oddanie. coraz wiecej mi spada na glowe a ja mam glowe coraz mocniejsza i nie straszne juz demony i czarownice ktore probuja mi spokoj zaklocic. czuje sie jakbym wyzdrowiala z jakiejs dlugotrwalej choroby psychicznej. pobudka. wszystko zrobilo sie normalne. nie tlumacze sobie tego czego wytlumaczyc sie nie da. metafizyka. trzeci swiat idei... szczesliwa jestem najbardziej. naj-bar-dziej. skrzydla ku niewiadomemu. imie jego jak wrobel mlody tak slodko jest je piescic wziawszy w obie dlonie... usmiech za usmiechem. sypia sie usmiechy. wszedzie ich pelno jak zarazliwe rumianki albo stokrotki. jak sie kocha to sie wie. jak sie wie to dobrze. jak dobrze to nic nie psuc w takim swiecie. eh... zawsze bylo szalenstwo, zawsze byly skrzydla, od kiedy pamietam to dzialala szkola latania niedoszlych aniolow (moze tych zielonych od A...:)) teraz rozkladam skrzydla i razem z moim oblokiem wracamy powoli do blizni...
p.s. a co tu robi zdjecie z Berlina... a to, że to rozważania na temat odlotów, tych za dalekich też:)

2 Comments:
At 8:35 PM,
Anonymous said…
dobrze widzieć Cię szczęśliwa :)
At 6:08 PM,
miriam said…
bo szczęśliwość jest z natury mile widziana:P
Post a Comment
<< Home