...re-fleksje...
ehh... Warszawa czasami potrafi przybic
wystarcza nawet dwa dni zeby to mocniej poczuc. wyczulone mam receptory na placz i zlosc ciagle nerwy... nie wiem o co chodzi. mimo wszystko odpoczywam topie sie w refleksjach ile wlezie, moze to taki wlasnie czas konieczny na pare przemyslen na ktore zazwyczaj nie ma czasu, posty o rzeczach nie-istotnych tzw o niczym sa zazwyczaj najdluzsze. ale czasami potrzeba. od jutra lece w clubbing, czekam na cieple ramiona bo tylko wtedy wiem ze grunt jest w miare bezpieczny a poki co nie ma co ryzykowac, bywa grzasko, znam miejsca na ktore wystarczy delikatnie nadepnac a potem mozna sie juz tylko zapasc. lepiej unikac. dzisiaj byli przyjaciele, smiech, prawdziwi - za to ich kocham, ale teraz jest co... zastanowienie nad "byt-niebyt" i to nie jest jakas tam filozoficzna dysputa moich dziwnych mysli tylko ot takie "mi zastanawia sie nad zyciem" zastanawiam sie wiec dalej. koncze te mysl lykiem spokojnej kawy. a fota jest...z wakacji, wywale ja na okladke mojej plyty... a dlaczego ta??? bo prawdopodobnie wowczas myslalam o tym samym. jestem szczesliwa, jak bardzo nie wialoby to deprecha to jestem na prawde szczesliwa i zadowolona ze swojego swiata, nic w nim narazie nie zmieniac, nie chce tych problemow ktore maja wszyscy. ja gdzies z boku. nie dlatego ze tak najlatwiej tylko jak dla mnie - najlepiej, stoje tylko po swojej stronie. niech narazie tak zostanie.
wystarcza nawet dwa dni zeby to mocniej poczuc. wyczulone mam receptory na placz i zlosc ciagle nerwy... nie wiem o co chodzi. mimo wszystko odpoczywam topie sie w refleksjach ile wlezie, moze to taki wlasnie czas konieczny na pare przemyslen na ktore zazwyczaj nie ma czasu, posty o rzeczach nie-istotnych tzw o niczym sa zazwyczaj najdluzsze. ale czasami potrzeba. od jutra lece w clubbing, czekam na cieple ramiona bo tylko wtedy wiem ze grunt jest w miare bezpieczny a poki co nie ma co ryzykowac, bywa grzasko, znam miejsca na ktore wystarczy delikatnie nadepnac a potem mozna sie juz tylko zapasc. lepiej unikac. dzisiaj byli przyjaciele, smiech, prawdziwi - za to ich kocham, ale teraz jest co... zastanowienie nad "byt-niebyt" i to nie jest jakas tam filozoficzna dysputa moich dziwnych mysli tylko ot takie "mi zastanawia sie nad zyciem" zastanawiam sie wiec dalej. koncze te mysl lykiem spokojnej kawy. a fota jest...z wakacji, wywale ja na okladke mojej plyty... a dlaczego ta??? bo prawdopodobnie wowczas myslalam o tym samym. jestem szczesliwa, jak bardzo nie wialoby to deprecha to jestem na prawde szczesliwa i zadowolona ze swojego swiata, nic w nim narazie nie zmieniac, nie chce tych problemow ktore maja wszyscy. ja gdzies z boku. nie dlatego ze tak najlatwiej tylko jak dla mnie - najlepiej, stoje tylko po swojej stronie. niech narazie tak zostanie.

2 Comments:
At 2:05 PM,
Anonymous said…
rozumiem.
"nie chce tych problemow ktore maja wszyscy" piękne słowa... przytul!!!
At 7:10 PM,
Anonymous said…
NAJLEPIEJ TO NIE CHCE ŻADNYCH
Post a Comment
<< Home