
Długi dzień, trochę za długi. Zajeb na maksa 12h na nogach nonstop i zero luzu. W końcu dzień się skończył a do najciekawszych nie należał. umarł dzień niech żyje noc. Baklawa, Beck's i joint uswiadomiły mi o tym, że warto było czekać. W ogóle dowiedziałam się, że była t najkrótsza noc w roku. Spałam krótko, ale mocno, budzika nie usłyszałam, a Ola ma przecież egzamin z warzyw. Dałyśmy jakos rade. W ogóle po co ja to pisze?? nudny dzień, zamuła z dziadkami... ble ble ble... rozstrzaskałam ten problem na jednym piwie i niech tam już będzie - złapię spokój na jeden dzień. Ale wczoraj, kiedy męczyłam to piwo miałam swiadomosć jakiej mi brakowało dotychczas - nic nie muszę, nic... jestem i mam totalny chill w głowie i nei przejmuje się, jaka jutro będzie pogoda bo i tak nie mam parasolki. Ale kupiłam dzisiaj okulary przeciwsłoneczne. dziwna nazwa - PRZECIWSŁONECZNE - przecież nie można być przeciw słońcu... zmęczona jestem i widzę, że ja jeszcze wielu rzeczy na prawde nie rozumiem. i wcale nie jest mi z tym specjalnie źle. Mój blog to moje zatracenie i moja prywatna paranoja. o tak!!!!!!!!
2 Comments:
At 8:40 PM,
Anonymous said…
...wielkim komplementem dla każdego człowieka będzie kiedy pozwolisz muuczestniczyć w tej swojej paranoi i wielkim szczęściem :))) ja najkrótszą noc w roq też spędziłam z piwkiem (perełka lbn rulez) na balkonie i wsłuchiwałam się w napromieniowane rozkminy pusto-kaloriowe :) jutro ostatni exam i wakacje ;*** buziak
At 9:25 AM,
Anonymous said…
Piekni ludzie, piekny bat :)))) codzienna paranoja jest jak najbardziej wskazana. jesli wstajesz to czekasz, jesli czekasz to pragniesz....i tak w kolka zycie jedzie. WAKACJE :) do zobaczenia !!
Post a Comment
<< Home