Tuesday, February 20, 2007
Tuesday, February 13, 2007
Friday, February 09, 2007
...daleko....
There's so much that you just don't see
But if you would only take the time
I know in my heart you'd find
A girl who's scared sometimes
Who isn't always strong Can't you see the hurt in me?
I feel so all alone
I wanna run to you
I wanna run to you I wanna run to you
Won't you hold me in your arms
And keep me safe from harm
I wanna run to you
but if I come to you
Tell me, will you stay
or will you run away
Wednesday, February 07, 2007
...re-fleksje...
ehh... Warszawa czasami potrafi przybic
wystarcza nawet dwa dni zeby to mocniej poczuc. wyczulone mam receptory na placz i zlosc ciagle nerwy... nie wiem o co chodzi. mimo wszystko odpoczywam topie sie w refleksjach ile wlezie, moze to taki wlasnie czas konieczny na pare przemyslen na ktore zazwyczaj nie ma czasu, posty o rzeczach nie-istotnych tzw o niczym sa zazwyczaj najdluzsze. ale czasami potrzeba. od jutra lece w clubbing, czekam na cieple ramiona bo tylko wtedy wiem ze grunt jest w miare bezpieczny a poki co nie ma co ryzykowac, bywa grzasko, znam miejsca na ktore wystarczy delikatnie nadepnac a potem mozna sie juz tylko zapasc. lepiej unikac. dzisiaj byli przyjaciele, smiech, prawdziwi - za to ich kocham, ale teraz jest co... zastanowienie nad "byt-niebyt" i to nie jest jakas tam filozoficzna dysputa moich dziwnych mysli tylko ot takie "mi zastanawia sie nad zyciem" zastanawiam sie wiec dalej. koncze te mysl lykiem spokojnej kawy. a fota jest...z wakacji, wywale ja na okladke mojej plyty... a dlaczego ta??? bo prawdopodobnie wowczas myslalam o tym samym. jestem szczesliwa, jak bardzo nie wialoby to deprecha to jestem na prawde szczesliwa i zadowolona ze swojego swiata, nic w nim narazie nie zmieniac, nie chce tych problemow ktore maja wszyscy. ja gdzies z boku. nie dlatego ze tak najlatwiej tylko jak dla mnie - najlepiej, stoje tylko po swojej stronie. niech narazie tak zostanie.
wystarcza nawet dwa dni zeby to mocniej poczuc. wyczulone mam receptory na placz i zlosc ciagle nerwy... nie wiem o co chodzi. mimo wszystko odpoczywam topie sie w refleksjach ile wlezie, moze to taki wlasnie czas konieczny na pare przemyslen na ktore zazwyczaj nie ma czasu, posty o rzeczach nie-istotnych tzw o niczym sa zazwyczaj najdluzsze. ale czasami potrzeba. od jutra lece w clubbing, czekam na cieple ramiona bo tylko wtedy wiem ze grunt jest w miare bezpieczny a poki co nie ma co ryzykowac, bywa grzasko, znam miejsca na ktore wystarczy delikatnie nadepnac a potem mozna sie juz tylko zapasc. lepiej unikac. dzisiaj byli przyjaciele, smiech, prawdziwi - za to ich kocham, ale teraz jest co... zastanowienie nad "byt-niebyt" i to nie jest jakas tam filozoficzna dysputa moich dziwnych mysli tylko ot takie "mi zastanawia sie nad zyciem" zastanawiam sie wiec dalej. koncze te mysl lykiem spokojnej kawy. a fota jest...z wakacji, wywale ja na okladke mojej plyty... a dlaczego ta??? bo prawdopodobnie wowczas myslalam o tym samym. jestem szczesliwa, jak bardzo nie wialoby to deprecha to jestem na prawde szczesliwa i zadowolona ze swojego swiata, nic w nim narazie nie zmieniac, nie chce tych problemow ktore maja wszyscy. ja gdzies z boku. nie dlatego ze tak najlatwiej tylko jak dla mnie - najlepiej, stoje tylko po swojej stronie. niech narazie tak zostanie.
Friday, February 02, 2007
***...dAnCeHaLl...***


Ehh powrot do przeszlosci?? nie...poprostu kolejne odnalezienie czasu, bo ostatnio minuty sie wlokly jak blady makaron, dzien po dniu taki sam wiec trzeba odreagowac...a coz nasza autoekspresja.... jest jak jest... jest pieknie... w gruncie rzeczy na co dzien jestesmy piwaznymi studentkami:)))) nie widac??? bo to wersja po godzinach i po kilku piwach:)))
dzieki Ana za kolejny wieczor pelen... wrazen:) niech tak zostanie:)





