Monday, May 29, 2006
Saturday, May 27, 2006
Thursday, May 25, 2006
...nAuKa LaTaNiA...
W ostateczności nie jest tak źle. Jeszcze jest wiara. Nadzieja. Mam skrzydła. Trochę nie w kondycji. Ale damy radę. nie ma co wspominać, padał deszcz. Taka tam zwykła brzydka pogoda. kawa i papierosy jeszcze mi się nie znudziły więc pielęgnuje swoją traumę na wszystkie sposoby. Pogoda temu sprzyja. Zimno szaro ponuro - łatwo się zaklimatyzować i wtopić w klimat syntetycznego smutku.
Od tamtej pory wiele się zmieniło. już słucham muzyki. Ponadto godzinę czasu spędziłam przed lustrem układając sobie włosy - nienormalne. Ale usiłuje sztucznie wtopić się w klimat. Póki co raczej mi to nie grozi. Dalej za nim tęsknię, ale staram się podejść do tego rozsądnie - na najgłupszej zasadzie świata - tak będzie lepiej. Beznadzieja. W ogóle to zauważyłam, że w tym dziwnym mieście, w którym przyszło mi żyć już drugi dzień ludzie mają jedną charakterystyczną cechę - sztuczną pewność siebie. Etam, wkurza mnie to, w Lublinie było fajniej i ludzie normalni. Teraz jestem ja deszcz i moje skrzydła ku niewiadomemu...
Od tamtej pory wiele się zmieniło. już słucham muzyki. Ponadto godzinę czasu spędziłam przed lustrem układając sobie włosy - nienormalne. Ale usiłuje sztucznie wtopić się w klimat. Póki co raczej mi to nie grozi. Dalej za nim tęsknię, ale staram się podejść do tego rozsądnie - na najgłupszej zasadzie świata - tak będzie lepiej. Beznadzieja. W ogóle to zauważyłam, że w tym dziwnym mieście, w którym przyszło mi żyć już drugi dzień ludzie mają jedną charakterystyczną cechę - sztuczną pewność siebie. Etam, wkurza mnie to, w Lublinie było fajniej i ludzie normalni. Teraz jestem ja deszcz i moje skrzydła ku niewiadomemu...
...cZłoWieK InTeLigEnTnY sAm SobIe wYstarCzA...

człowiek inteligentny sam sobie wystarcza...
najgorsza jest odśrodkowa pustka, męczy mnie dzisiaj a to znacznie dotkliwsze od migreny. Cóż, znalazłam w końcu sposób na realizację autoekspresji. szkoda tylko, że jest tak mało słońca. Po południu umówiłam się na kawę, wieczorem gdzieś wyjdę, ale to chyba tylko zapychacze czasu - żeby tylko o nim nie myśleć. Bo ja cały czas mam jego czapkę - taka tam moja relikwia - kiedy jest źle to się do niej przytulam, wtedy jest jeszcze gorzej. Tak więc... papierosy, kawa i ja... w domu cisza, nawet nie słucham muzyki, za oknem po prawej stronie jest fajne boisko, ma przyjemnie malinowy kolor. Mam dla siebie też balkon z zieloną wykładziną imitującą trawę - taka mała świątynia dumania. W gruncie rzeczy powinnam się cieszyć. Przecież zawsze mogło być gorzej. Wezmę się zaraz za obiad - gotowanie to dobry i sprawdzony sposób na niższe stany emocjonalne. i jeszcze parę razy powtórzę sobie: wszystko będzie dobrze, żeby w końcu w to uwierzyć.






