...dzień w dzień to samo a ja chcę towarzyszyć w locie kormoranom...

Some people spend a lifetime, only experience politics and religion Some people seize every moment, others stay governed by indecision Some people live their life like a victim, resign to failure and them refuse fi see that Just siddung and a complain bout the system And nuh wah try noten? No star! A nuh me that!!!

Friday, July 27, 2007

...wielki powrót...







powrót na plac zabaw po jakiś conajmniej 10 latach nieobecności:)

Saturday, July 21, 2007

...daj mi moment...























warszawa da sie lubic szczegolnie o poranku. impreza jak impreza. poprostu piatek, nie do konca moj swiat, ale staram sie przyzwyczaic chociaz na chwilke. od jutra biore sie do pracy wiec traktuje to jeszcze jako odreagowanie.prawda taka - nienawidze warszawy, jedyne co mnie tu trzyma na chwile to praca. nic poza tym. jeszcze troche mam szpital w glowie i ponowne przystosowanie sie do swiata sprawia mi momentami trudnosci. dzisiaj jednak odpoczelam. ogolnie nie stalo sie nic szczegolnego, ale poranna glupawka doprawdy poprawia humor, w zadnym wypadku nie mialo to zwiazku z jakimkolwiek alkoholem - z racji antybiotykow czekaja mnie abstynenckie wakacje, co mi raczej wcale nie przeszkadza.

jakies sprostowanie: posta w dresie spotkana w metrze - nie weidzialysmy czy to mezczyzna cz kobieta - doprawdy, totalna konsternacja, reszta: "mam to" - powiedzmy ze potrzeba chwili.

ogolnie rzecz biorac powoli wracam do rzeczywistosci, zaczynam zyc od do, troche mi teraz tego potrzeba, za duzy sie zrobil balagan, pora zaprowadzic porzadki i spokoj w glowie, juz czas najwyzszy. posmialam sie i wysmialam dzisiaj siebie, troche to miasto, ktorego nienawidze i nawet sie go czasami boje, troche rozbilam niepokoju, ktory sie gdzies kumuluje w podswiadomosci, bo ostatnio nontop sie cos zmienia, caly czas sie trzeba o cos bac, jakis atak na moja glowe, ale powoli rozcinam druty, ktore krepuja mysli i zaciskaja sie coraz mocniej na tym co mi pozwala byc taka jaka byc chce. odpoczelam. znowu czas na zmiany.

tymczasem re-fleksji koniec nadszedl. pora isc spac jest 8 rano a ja jeszcze na nogach beztrosko witam nowy dzien. zasypiam wiec z nieuzasadnionym spokojem i swiadomoscia ze wszystko sie pouklada:)

Friday, July 20, 2007

...niech będzie...




wyszlam ze szpitala.
czuje sie nowo.
nie chce tam wracac juz nigdy.
warszawa.
niedlugo zaczynam wakacje.
jeszcze troche rekonwalescencja.
serce ciagnie do Pragi.
dziekuje bardzo wszystkim ktorzy mnie odwiedzali to bardzo potrzebne.

Monday, July 02, 2007

...karaoke... czyli jestesmy po sesji:))))






















no to mozemy powiedziec ze jedna noga jestesmy juz studentami II wyzszych miedzywydzialowych studiow filozoficzno-historycznych:))))






jesli chodzi o karaoke to co niektorych nie posadzalam o takie talenty:PPP






ponadto wyszlo z niektorych kilku naprawde dobrych tancerzy:P






kazdy chyba pokazal uwielbienie do alko...






wszystkim buziaki.






100 lat Justynie!!! myszki miki rzadza:D






teraz zapraszam na wakacje:)

...real beat...

co ja mam powiedziec... samotna podroz z plecakiem namiotem i spiworem przez pol Polski a nastepnie do Pragi i jeszcze kilkadziesiat kilometrow dalej gdzie wsrod malowniczych gor i przepieknych krajobrazow dostalam to czego chcialam. festiwal byl w porzadku, poznalam mnostwo cudownych ludzi, odkrylam ze podrozowanie samemu nie jest wcale nudne, nauczylam sie rozbijac namiot;D hehe i wrocilam pare dni pozniej niz planowalam. koncert Anthonego B to kawalek mistyki jak dla mnie, bo spelnilo sie w koncu marzenie, nie znam nawet slow zeby pisac to co sie we mnie utrzymuje do tej pory. caly ten wyjazd uwazam za jedna z najlepszych przygod w moim zyciu. tam gdzie slychac muzyke tam sa dobrzy ludzie:)

powrot do rzeczywistosci byl trudny. po kilku przegadanych nockach, ogromnej dawce dobrej muzyki i pozytywnej energii, 1 godzina snu, 15 godzin w pociagu i egzamin....
warto bylo:)
bless!!!